| 09 III 2005 |
|
| Pożegnanie Zdzisława Beksińskiego |
|
W ciszy i skupieniu... Pochowano Beksińskiego SANOK. Bardzo skromnie, ale uroczyście pożegnano wczoraj Zdzisława Beksińskiego. W ostatniej drodze artyście towarzyszyły setki sanoczan. Trumna z ciałem spoczęła obok żony i syna w rodzinnym grobowcu na cmentarzu centralnym.
Dwie godziny przed uroczystościami żałobnymi z Beksińskim żegnali się mieszkańcy jego rodzinnego miasta. Przez cały czas przy zmarłym wartę pełnili podopieczni i władze Towarzystwa im. Świętego Brata Alberta.
- Na trumnie napisane jest "Zdzisław Beksiński artysta malarz", a ja bym jeszcze dodał: "pamiętający o biednych i bezdomnych z ruchu świętego Brata Alberta" - mówił podczas uroczystości pogrzebowych Emil Jurkiewicz, członek zarządu Towarzystwa im. Świętego Brata Alberta. - Kiedy piętnaście lat temu otwierałem jego drzwi, nie przypuszczałem, że tak ciepło zostanę przyjęty. Słuchał mnie z wielkim zainteresowaniem i zrozumieniem. Później podczas organizowanych przez nas aukcji zawsze przekazywał swoje dzieła, które przyciągały naszych darczyńców.
Starosta sanocki Bogdan Struś porównał Beksińskiego do innego nieżyjącego już artysty. - "Dziwny jest ten świat" - śpiewał Czesław Niemen. Dziwny jest ten świat - zdają się wołać obrazy Beksińskiego. Drogi życiowe tych artystów były bardzo podobne: wielkie przesłanie ich twórczości, niezrozumienie współczesnych im, by później na stałe wpisać się w annały kultury polskiej - zauważył.
Burmistrz Wojciech Blecharczyk podkreślił silny związek artysty z rodzinnym miastem. - Każdy ma swoje miejsce, ulubione gdzieś miejsce, taką ojczyznę. Dla żegnanego dzisiaj pana Zdzisława takim miejscem, ojczyzną jest nasze miasto. To właśnie temu miastu oddał wszystko, co stworzył - powiedział burmistrz Sanoka.
Wieloletni przyjaciel Beksińskiego, Wiesław Banach, dyrektor Muzeum Historycznego w Sanoku, zapowiedział natomiast walkę o dobre imię artysty. - Wiele osób się teraz o ciebie modli, bo ty sam miałeś z tym problem. My teraz musimy udźwignąć ciężar tego, co nam przekazałeś. Musimy udźwignąć to, żeby twoje dobre imię, które tak ucierpiało przez media w ostatnim czasie, zostało z tego wszystkiego oczyszczone - mówił.
Zdzisław Beksiński za szczególne zasługi dla kultury i sztuki pośmiertnie otrzymał od Prezydenta RP Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczenie wraz z uzasadnieniem przekazał Ryszard Pacławski, prezes warszawskiego koła Towarzystwa Przyjaciół Sanoka i Ziemi Sanockiej. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył proboszcz parafii franciszkańskiej o. Stanisław Glista. Dwie godziny po pogrzebie w intencji artysty i jego rodziny odprawiono mszę świętą.
GRZEGORZ BOŃCZAK "Super Nowości" 09.03.2005r.
Pożegnanie artysty Setki osób przyszły we wtorek na sanocki cmentarz, by pożegnać tragicznie zmarłego malarza. Dla wielu był to pogrzeb sąsiada, dawnego współpracownika. Inni przyszli, chcąc w ten sposób oddać ostatni hołd wielkiemu artyście i dobremu człowiekowi.
Trumna z ciałem Zdzisława Beksińskiego przez dwie godziny była wystawiona w cmentarnej kaplicy. Honorową wartę pełnili przy niej bezdomni, podopieczni Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. Beksiński od wielu lat wspomagał Towarzystwo, przekazując swoje obrazy na aukcje "Bliźniemu swemu".
- Dzięki, panie Zdzisławie, za miłość do nas, do Sanoka. Dzięki za pamięć i za dary. Spoczywaj w pokoju w miejscu, które sam świadomie wybrałeś - powiedział burmistrz Sanoka Wojciech Blecharczyk w oficjalnym pożegnaniu.
Beksiński spoczął obok żony i syna w rodzinnym grobowcu, na którym oprócz nazwiska Beksińskich nie ma ani imion pochowanych tam osób, ani dat ich urodzin i śmierci.
Anna Gorczyca 8.03.2005r. /tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl/
Beksiński wrócił do Sanoka
SANOK. Ciało zamordowanego Zdzisława Beksińskiego spoczęło wczoraj na w rodzinnym grobowcu, pomiędzy żoną a synem. Do trumny włożono mu modlitewnik i różaniec. Taka była wola jego małżonki Zofii wyrażona przed jej śmiercią. Od rana przy trumnie z ciałem artysty czuwali bezdomni ze schroniska Św. Brata Alberta. To właśnie na aukcje charytatywne dla nich Beksiński przekazywał swoje dzieła. Na cmentarz odprowadził artystę ojciec Stanisław Glista, gwardian z klasztoru O.O. Franciszkanów. Ostatnią wartę przy trumnie objęła, mimo choroby, Wanda Wojtuszewska, prezes sanockiego koła Towarzystwa Pomocy Św. Brata Alberta i Emil Jurkiewicz, prezes Fundacji "Bliźniemu swemu". Przyjaciel artysty Wiesław Banach, dyrektor Muzeum Historycznego, skierował do zmarłego bardzo osobiste słowa. - Wiem, że chciałbyś, abym dzisiaj milczał, bo w tej sytuacji patos jest zbędny. Byłeś człowiekiem, który do swojego wnętrza nie dopuszczał nikogo. Odsłaniałeś je w swoich obrazach. Nasze niedokończone rozmowy dokończymy na tamtym świecie. Wielu ludzi w Sanoku cierpi z powodu Twojej śmierci Wiele osób się za Ciebie modli, bo z tym miałeś kłopoty. W imieniu Prezydenta RP akt nadania Zdzisławowi Beksińskiemu Krzyża Komandorskiego Odrodzenia Polski odczytał Ryszard Pacławski. Odznaczenie przez całą ceremonię pogrzebową spoczywało przed trumną. - Kiedy 16 lat temu zapukałem do drzwi Zdzisława Beksińskiego, nie sądziłem, że tak serdecznie zostanę przyjęty - powiedział Jurkiewicz. - W jego osobie straciliśmy człowieka służby albertyńskiej, człowieka dobrego jak chleb. W imieniu mieszkańców artystę pożegnali starosta Bogdan Struś i burmistrz Wojciech Blecharczyk. - Żegnamy dziś ostatniego z rodu Beksińskich, rodu, który być może w całej historii, zrobił dla Sanoka najwięcej - powiedział starosta. - Dobre czyny pójdą za Nim przed tron Boga - tymi słowami pożegnał artystę ojciec Stanisław Glista.
Dorota Mękarska "GC Nowiny" 9.03.2005r.
zdjęcia: Krzysztof Łokaj
|
|
 |
|
| 28 II 2005 |
|
| Zdzisław Beksiński |
|
|
Z ogromnym bólem przyjęliśmy wiadomość o tragicznej śmierci Zdzisława Beksińskiego - jednego z najwybitniejszych polskich artystów, Wielkiego Przyjaciela, ofiarodawcy służącego od wielu lat swoim sercem , talentem, artyzmem Fundacji "Bliźniemu swemu" działającej na rzecz Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. Pozostanie na zawsze w naszych sercach i pamięci jako człowiek pełen ciepła , ogromnej wrażliwości i dobroci.
Henryk Rozen - Przewodniczący Rady Fundacji
Emil Jurkiewicz - Prezes Fundacji, Zarząd Główny TPBA |
|
 |
|
| 02 II 2005 |
|
| Pogrążeni w smutku |
|
|
Z bólem i ogromnym poczuciem niepowetowanej straty przyjęliśmy wiadomość o śmierci Jana Nowaka - Jeziorańskiego, Wielkiego Przyjaciela Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta, człowieka, który swym wielkim autorytetem wspierał nas jako Członek Rady Fundacji naszego Towarzystwa. Bohater wojny, Powstania Warszawskiego, niestrudzony bojownik w walce o wolną i demokratyczną Polskę, jedna z najciekawszych osobowości najnowszej historii - był dla nas wzorem odwagi, mądrości, niezłomnej postawy moralnej i wsparciem dla naszych pragnień, czynów i motywacji w niesieniu pomocy ludziom ubogim, upośledzonym i pokrzywdzonym przez los.
Jego odejście pogrąża nas w smutku, żalu i zadumie, zatopionych w modlitwie za Jego duszę. Rodzinie Zmarłego i Przyjaciołom składamy żarliwe kondolencje.
Henryk Rozen - Przewodniczący Rady Fundacji
Emil Jurkiewicz - Prezes Fundacji |
|
 |
|
| 02 XI 2004 |
|
| Roussos śpiewał i gotował |
|
Roussos śpiewał i gotował * W ratuszu: - Niech prezydent zejdzie na dół! * Na scenie: - Zgaście to światło! * W hotelu: - Demis chce wołowinę!
Demis Roussos urodził się w 1946 roku. W okresie 1968-1970 wraz zespołem Aphrodite's Child wykonywał repertuar składający się z nastrojowych piosenek (na klawiszach grał Vangelis). Później rozpoczął karierę solową. Jego repertuar łatwo wpada w ucho, wyraźnie dominują w nim wpływy muzyki greckiej. Najbardziej znane płyty to: “Fire and Ice”, “Forever and Ever”, “My Only Fascination”, “Souvenirs”, “Demis Roussos”, “Man of the World”, “Ballads”, “Greater Love”. W 1979 roku wystąpił w Sopocie Demis Roussos w Sopocie.
Demis Roussos pośpiechu założył płaszcz. - Nie będę śpiewał! Albo skrócicie występ Orfeusza, albo wracam do Grecji! - wykrzykiwał. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło… Kazał sobie przynieść krzesło i usiadł pod sceną. Emocje opadły, gwiazdor uspokoił się. Nawet spodobał mu się występ Orfeusza. - Teraz nam nie ucieknie. Przynieśliśmy mu głęboki fotel, z którego trudno wstać - podśmiechiwał się Emil Jurkiewicz, prezes Fundacji "Bliźniemu Swemu” na rzecz Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta, organizator koncertu (...).
Spotkanie na parterze: Roussos przyleciał do Rzeszowa samolotem w sobotę wieczorem. Na powitanie dostał bukiet z białych róż. Po mieście podróżował w czarnym, dużym vanie. Kolumnę samochodów eskortowała rzeszowska policja. Był gościem u prezydenta Tadeusza Ferenca. Gdy dowiedział się, że gabinet prezydenta Rzeszowa mieści się na piętrze, odwrócił się na pięcie i powiedział, że nie zrobi ani jednego kroku więcej. Będzie czekał na gospodarza ratusza na parterze. - Ma problemy z tuszą i stawem biodrowym. Z trudnością chodzi po schodach - tłumaczył go człowiek z jego ekipy. Urzędnicy szybko przygotowali pokój, w którym Roussos spokojnie mógł porozmawiać z prezydentem Ferencem. -Dyskusja była bardzo rzeczowa. Roussos wyraził chęć uczestniczenia w podpisaniu umowy o współpracy pomiędzy Rzeszowem a jednym z greckich miast - mówi Jurkiewicz.
W hali na Podpromiu pojawił się kilka godzin przed koncertem. Chciał zobaczyć, czy wszystko idzie zgodnie z planem. - Jest profesjonalistą z krwi i kości. Sprawdził cały sprzęt, mikrofony, ścieżkę dźwiękową i instrumenty. Czuje się w jego poczynaniach zawodowstwo - mówią pracownicy hali.
Trochę schudł?
Na Podpromiu na artystę czekało ponad 3,5 tysiąca ludzi. - Widziałam go! Widziałam, jak przyglądał się scenie - ekscytowała się Anna Kazimierczak z Rzeszowa, która słucha muzyki Roussosa od przeszło 20 lat. Na scenie zgasły światła. Z głośników płynęła spokojna muzyka. Zrobiło się nastrojowo i jakby cieplej. - To duch Św. Alberta - zapewniał Jurkiewicz. Wtem rozległ się jego głos. Gdzie on jest? W mrocznej poświacie niewiele było widać. Gdy zapaliły się światła, publiczność oszalała, a Roussos podniósł ręce w geście triumfu. - Nic się nie zmienił. Jest taki jak 20 lat temu. No, może trochę schudł - mówił jeden z fanów.
Nie umiem po polacki
Demis zaśpiewał 7 utworów. Raz bisował. Trochę też kaprysił. Szczególnie dali mu się we znaki oświetleniowcy. Kilkakrotnie prosił ich o zgaszenie reflektora, który raził go w oczy. Nawet zaśpiewał: "Zgaście te światła”, ale musiało upłynąć kilka dobrych minut, zanim oświetleniowcy zrozumieli, o co mu chodzi. - Czy rozumiecie po angielsku, bo ja nie umiem po polacki - zapytał, czym wywołał salwę śmiechu publiczności. - Piękny dzisiaj wieczór, który wypełnimy pięknymi piosenkami. Ten wieczór dedykuję wszystkim dzieciom. Dzisiaj śpiewam specjalnie dla nich - wołał. Pod koniec zszedł ze sceny i śpiewał w tłumie. Przywitał się z niepełnosprawnymi dziećmi. - Widać, że oddaje tu swoje serce - usłyszeliśmy od pani Marty, która od ponad 15 lat słucha piosenek Roussosa. Koncert trwał niecałe 45 minut. Po zejściu ze sceny Roussos był bardzo zmęczony. Udzielił krótkiego wywiadu i pojechał do Dworku Ostoya w Jasionce k. Rzeszowa.
Sam wie, co dla niego dobre
- Demis chce wołowinę, będzie gotował! - pracownicy Ostoyi nerwowo biegali po dworku. Specjalni wysłannicy pojechali do Rzeszowa po składniki do potrawy, którą miał przyrządzać grecki gość. Gdy zakupiono wołowinę, Roussos wziął się do gotowania. W kuchni zachowywał się jak profesjonalista. - Nie lubi, gdy ktoś coś mu narzuca. Sam najlepiej wie, co jest dla niego dobre, a co nie. Jest w starszym wieku i ma swoje przyzwyczajenia - mówi człowiek z otoczenia Roussosa. Gwiazdor zamieszkał w apartamencie z dwoma sypialniami, pokojem dziennym i pokojem kąpielowym. Nie miał większych wymagań. - Bał się porannego słońca. W apartamencie nie było żaluzji, tylko zasłony. Pracownicy hotelu zakleili więc okna czarną folią - opowiada Jurkiewicz.
Nie odwiedził Łańcuta
W dzień po koncercie, Roussos miał pojawić się na zamku w Łańcucie, ale… wystraszył się pogody. W poniedziałek od rana w stolicy Podkarpacia było zimno i padał deszcz. Gwiazdor spał więc do godz. 10, zjadł śniadanie i wyleciał do Warszawy. - Przed wylotem powiedział, żebym przekazał wszystkim jego fanom i mieszkańcom Podkarpacia szczere podziękowania. Był szczęśliwy. Po cichu przyznał, że czuł bliskość ducha Św. Alberta. Odpowiedziałem, że też to czuję - mówi Jurkiewicz.
Na co pieniądze z koncertu
Dochód z koncertu wspomoże podopiecznych Towarzystwa św. Brata Alberta oraz dzieci z ochronki w Stalowej Woli.
GC NOWINY - GRZEGORZ SZYMAŃSKI 21. Października 2004
FOTO: 1-3 Firma Fotograficzna"FOTOS"w Łańcucie; 4-5 pryw.P.Rak |
|
 |
|
| 21 IX 2004 |
|
| Demis Roussos - Koncert "Bliźniemu swemu" |
|
|
Fundacja „Bliźniemu swemu” na rzecz Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta serdecznie zaprasza na wielki koncert charytatywny, wpisany w obchody 650 lecia Miasta Rzeszowa. Gwiazdą koncertu będzie światowej sławy artysta Demis Roussos z orkiestrą, oraz dobrze znany i lubiany grecki zespół „Orfeusz”. Koncert poprowadzi prezenterka Telewizji Polskiej Iwona Schymalla. Artyści wyrazili zgodę by wystąpiły z nimi również dzieci z Ochronki Św. Brata Alberta w Stalowej Woli – beneficjanci koncertu. Wierzymy, że będzie to wspaniałe artystyczne i duchowe przeżycie dla wszystkich uczestników.
Ten niepowtarzalny Koncert rozpocznie się w niedzielę –
17 października 2004 r. w Hali Widowiskowo Sportowej Podpromie
w Rzeszowie o godz. 16:00.
Cały dochód z tej imprezy zostanie przeznaczony na przeciwdziałanie bezdomności i pomoc ludziom z naszego Regionu.
Bilety w cenie: I miejsce 40 zł , II miejsce 35 zł będą do nabycia od 13 września 2004 r. w Teatrze im. W. Siemaszkowej , Kinie Zorza, oraz w Hali Podpromie.
KONCERT "BLIŹNIEMU SWEMU"
Roussos na żywo
Jedyny niepowtarzalny koncert Demisa Roussosa, gwiazdy muzyki lat siedemdziesiątych, wykonawcy takich wielkich przebojów jak "Goodbye my love, goodbye" czy "Margarita", odbędzie się w niedzielę, 17 października w rzeszowskiej hali na Podpromiu o godz. 16. Będzie to jedyny koncert tego artysty w Polsce. 55-letni Roussos przyjedzie do Rzeszowa po występie w Paryżu. Towarzyszyć mu będzie orkiestra i chór. Artysta zgodził się zaśpiewać u nas, bo chciał zrobić coś dla polskich dzieci. Dochód ze sprzedaży biletów zostanie przeznaczony na stypendia dla dzieci z ochronki św. Brata Alberta w Stalowej Woli. – Fundowanie stypendiów na naukę dla dzieci z ochronki to forma zapobiegania bezdomności – przekonuje organizator koncertu Emil Jurkiewicz prezes Fundacji "Bliźniemu Swemu". - Chcielibyśmy aby ten koncert miał charakter rodzinnego spotkania, aby przy muzyce pod znakiem Zorby bawić się, jak 20 lat temu. Na tym koncercie nie może zabraknąć nikogo, kto kocha muzykę sprzed lat i chciałby pomóc dzieciom. Obok Demisa Roussosa na Podpromiu wystąpi także grecka grupa Orfeusz oraz dzieci z ochronki w Stalowej Woli. (...) Na koncert będą mogli wejść bezpłatnie niepełnosprawni na wózkach inwalidzkich z opiekunami. af (...)
Super Nowości z dnia: 15_10_2004
Demis Roussos w Rzeszowie
niedziela, 17 października, godz. 16
Pamiętacie lata 70-te? Jeśli tak - to koncert słynnego greckiego pieśniarza Demisa Roussosa będzie przyjemnym powrotem do tamtych czasów. Jeśli nie - to poznajcie jedną z czołowych gwiazd ówczesnego festiwalu w Sopocie.
Kiedyś ubierał się w zwiewne, długie szaty i był zaliczany do najbardziej kapryśnych gwiazd, które odwiedzały Sopot w latach 70. To, że menedżer przed przyjazdem Demisa do Polski napisał, że artysta śpi tylko na okrągłych łóżkach, to jeszcze nic. Roussos zażyczył sobie też, by odległość między hotelem a estradą pokonywać helikopterem.
Ale ten pucułowaty Grek obdarzony niesamowitym głosem był obok Abby i Boney M. jedną z największych zachodnich gwiazd festiwalu w Sopocie. Kochała go cała Polska. Jego song "Good Bye My Love" wykonany podczas sopockiego festiwalu w połączeniu z gabarytami Demisa stanowił prawdziwy grecki "massive atack".
Demis Roussos po raz kolejny przyjeżdża do Polski. Wraz z grecką grupą Orfeusz wystąpi w rzeszowskiej hali na Podpromiu w niedzielę o godz. 16. Koncert zorganizowało Towarzystwo Pomocy św. Brata Alberta w Rzeszowie, a dochód ma zostać przekazany na pomoc ubogim i bezdomnym podoopiecznym towarzystwa. Koncert poprowadzi Iwona Schymalla, na scenie pojawią się także dzieci z Ochronki Św. Brata Alberta w Stalowej Woli. (...)
Gazeta Wyborcza - Gazeta w Rzeszowie / 15.10.2004r.
|
|
 |
|
| 23 VII 2004 |
|
| RAFAŁ OLBIŃSKI w Rzeszowie |
|
|
W dniach 8 – 9 lipca 2004 roku na zaproszenie naszej Fundacji gościł w Rzeszowie Rafał Olbiński, światowej sławy malarz, grafik i scenarzysta mieszkający i tworzący w Stanach Zjednoczonych. Miłośnicy twórczości Rafała mieli okazję spotkać się z nim w Restauracji "Hubertus" w Rzeszowie. Na spotkanie z artystą zaprosiła nas Grupa Farmaceutyczna "SANOFI-SYNTHELABO". W drugim dniu wizyty Rafał Olbiński odwiedził podopiecznych Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta w schroniskach w Przemyślu, Jarosławiu i Łańcucie. Trzykrotnie prace Rafała były licytowane na naszych aukcjach.
Artysta miał sposobność przekonać się na co wydawane są pieniądze otrzymane ze sprzedaży prac.
Spłacam dług Olbiński: Wspaniali ludzie z noclegownii
W Nowym Jorku na początku mieszkałem w piwnicy bez okien. Dzięki bezinteresownej pomocy obcych ludzi moje życie zmieniło się na lepsze. Teraz ja pomagam bezdomnym i ubogim. Rafał Olbiński, światowej sławy malarz, plakacista i scenograf spotkał się z podopiecznymi Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta w Łańcucie, Jarosławiu i Przemyślu.
Rafał Olbiński od 6 lat bierze udział w aukcjach "Bliźniemu swemu” organizowanych na rzecz Towarzystwa. W tym roku jego grafikę sprzedano za 5,5 tys. zł. Artysta mógł się przekonać, na co wydawane są pieniądze zebrane na aukcji. W noclegowni w Przemyślu Olbiński był mile zaskoczony dobrymi warunkami pobytu podopiecznych. - Te spotkania były dla mnie bardzo ważne - podkreślił artysta. - Poznałem tych, którzy tej pomocy potrzebują. To wspaniali ludzie, którzy wiele ważnych rzeczy powiedzieli mi o swoim życiu. W Łańcucie Olbiński odwiedził kuchnię i świetlicę prowadzoną przez miejscowe Koło Towarzystwa. - Kuchnia wydaje ok. 150 posiłków dziennie; można skorzystać ze świetlicy i łaźni, pomocy medycznej. 70 procent pieniędzy potrzebnych na utrzymanie placówki pochodzi od kilkudziesięciu ofiarodawców - powiedział nam Roman Bijak, prezes łańcuckiego Koła. - Staram się otworzyć na to, co niesie życie. Bo życie to nieustanny wybór. Starałem się wybierać zawsze drogę, której nie znałem. Do Nowego Jorku przyjechałem na miesiąc, na otwarcie wystawy moich prac. Tutaj zaskoczył mnie stan wojenny. Zostałem i pracuję tu do dziś - mówił Olbiński na czwartkowym spotkaniu w Rzeszowie, dziękując za zaproszenie. Pobyt sponsorowała rzeszowska firma Sanofi - Synthelabo, której dyrektor Zbigniew Góral od lat uczestniczy w aukcjach "Bliźniemu swemu”.
ANTONI ADAMSKI 11. Lipca 2004 20:39
Malarz pięknych kobiet W sztuce Rafała Olbińskiego pełno subtelnej erotyki
Na zaproszenie Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta gościł w Rzeszowie światowej sławy plakacista Rafał Olbiński z Nowego Jorku.
Architekt z wykształcenia (w 1969 r. dyplom Politechniki Warszawskiej) rozpoczął karierę od projektowania plakatów o tematyce jazzowej i cyrkowej. W 1981 r wyjechał do Paryża, stamtąd do USA, gdzie zastał go stan wojenny w Polsce. - Zorganizowałem wystawę plakatów przywiezionych z Polski. Rozesłałem 500 zaproszeń m.in. do największych sław graficznych Nowego Jorku. Zjawiła się Polonia i z branży dyrektor artystyczny pisma "Psychology Today”. Tamże zadebiutowałem projektem okładki - mówił artysta na spotkaniu w Rzeszowie. Wkrótce nawiązał współpracę z redakcją "New York Times”, którą wspomina jako pełną niespodzianek: - Moja znajomość angielskiego była skromna. Dzwoniła do mnie dyrektor artystyczny "NYT” i tłumaczyła jaki zamawia rysunek. Niewiele rozumiałem i dzwoniłem tłumacząc na czym polega mój pomysł. Dyrektor rozumiała niewiele z mojej angielszczyzny i tak moja praca była dla "NYT” zaskoczeniem. Wkrótce projekty Rafała Olbińskiego pojawiły się na okładkach takich pism jak Newsweek, Time, Business Week, Atlantic Monthly, New Yorker i Der Spiegel. Znaczącymi sukcesami stały się zwycięstwa w konkursach na plakaty o Nowym Jorku oraz z okazji 25 Dnia Ziemi. Otrzymał ponad 100 nagród. Od kilku lat opracowując projekt plakatu tworzy jego wersję malarską. Najnowsza jego praca to scenografia do "Don Giovanniego” Mozarta dla Opery Filadelfijskiej: z zawieszonymi w powietrzu oknami i motywem labiryntu z bogiem piekieł w jego centrum. Jego sztuka nawiązuje do doświadczeń surrealizmu, jest poetycka, operuje metaforą, dużo w niej subtelnej erotyki. - Nikt dziś nie maluje pięknych kobiet. Przedstawiając je nawiązuję do mistrzów renesansu, jak Rafael - twórca pięknych Madonn - mówi artysta i dodaje, że jako wykładowca w Szkole Sztuk Wizualnych w Nowym Jorku stara się ustrzec swoich uczniów przed uniformizmem: - To smutne czasy, gdy trudno stworzyć coś oryginalnego. Giniemy w zalewie kopii na okładkach magazynów i plakatach, zwłaszcza w reklamie.
ANTONI ADAMSKI 12. Lipca 2004 21:08 |
|
 |
|
| 05 IV 2003 |
|
| Być dobrym - Informacje w TV |
|
Rusza ogólnopolska akcja na rzecz dzieci z domów dziecka i ludzi ubogich pod tytulem "Być Dobrym jak chleb"
Patronat medialny objeła TVP 2 , 3 i Polskie Radio( informacje o akcji ukazała się również w Teleexpresie). |
|
 |
|
|